Nie czytałem Ziemkiewicza od czasów studenckich. Przez ten okres, nie tylko moje postrzeganie świata ewoluowało na wiele sposobów, ale sam autor zdążył też znaleźć się poza nawiasem akceptacji mainstreamu medialno-politycznego w PL. A może nigdy się w ten nawias nie łapał? Kilkukrotnie za to przez ten czas oglądałem rozmowy z nim. (Polecam chociażby te z Moniką Jaruzelską, które można znaleźć na YT) Nie można odmówić Rafałowi Ziemkiewiczowi inteligencji, niezwykle lekkiego pióra, a także sporej dozy poczucia humoru, która jego wypowiedzi i teksty niezmiernie wzbogaca. Zapewne pozwala też z jeszcze większym przebiciem dotrzeć do, bądź co bądź, ogromnej rzeszy odbiorców. Jest on jednym z bardziej poczytnych autorów społeczno-politycznych w Polsce i choćby z tego powodu warto bliżej przyjrzeć się jego myśli. Jestem przekonany, że w mniej lub bardziej bezpośredni sposób kształtuje on sporą część dyskursu politycznego polskiej alt-prawicy.
Co do samej książki, to autor przeprowadza tu do pewnego momentu bardzo usystematyzowany wywód na temat stanu współczesności i krytyki liberalnej demokracji jako pewnej karykatury systemu czysto demokratycznego, lub co zapewne pozostaje ideałem autora - republikańskiego. Co nie może zaskakiwać, wywód ten wyprowadzony jest z pozycji konserwatywnej. Neguje stojącą u podstaw liberalnej demokracji, indywidualistyczną i racjonalistyczną filozofię mającą swoje źródło w Oświeceniu. To jest to miejsce, w którym Ziemkiewicz daje popis znajomości historii i filozofii polityki. Myśli są ustrukturyzowane, a przekaz jasny. Można się z nim nie zgadzać, można polemizować, ale trzeba oddać, że ma to wszystko początek, środek i koniec. Osobiście, w myśli konserwatywnej, w klasycznym rozumieniu tego terminu, zawsze uwierało mnie patrzenie na społeczeństwo głównie przez pryzmat zbiorowości. Zawsze dostrzegałem tu zgrzyt, łączący w tym aspekcie konserwatystów z socjalistami. Różnica jest jedynie taka, że dla jednych tą zbiorowością jest naród, a dla drugich klasa społeczna.
W dalszej części, Ziemkiewicz przechodzi do konkretów i zagłębia się w widoczne jego zdaniem gołym okiem symptomy rozsypywania się naszych społeczeństw. Spora część tego wywodu również zachęca do kiwania głową z uznaniem. Temat jest wdzięczny i wszyscy zdajemy sobie sprawę zarówno z kryzysu tożsamościowego, jak i ekonomicznego dzisiejszego zachodu. Ziemkiewicz ubarwia to oczywiście znanymi powszechnie, mniej lub bardziej prawdziwymi historiami o unijnych przepisach na temat krzywizny banana, paradoksach amerykańskiej akcji afirmacyjnej itd.
Dla osoby która śledzi jednak wydarzenia polityczne na świecie, drobne przemilczenia, przeinaczenia i manipulacje w tym tekście są niezwykle dojmujące. Przykłady? Ziemkiewicz pisze chociażby, że w wypadku porażki wyborczej Bidena w Stanach Zjednoczonych, w 2020 roku, establishment medialno-polityczny nie zaakceptowałby wyniku wyborów. Zderza to z przypadkiem Nixona, który nie chciał podważać wątpliwych wyników w części hrabstw w czasie swojego wyborczego pojedynku z Kennedym. Ma to być przykład na to, że wspomniany wyżej establishment uznaje demokrację tak długo, jak toczy się ona po jego myśli. Słowem jednak Ziemkiewicz nie wspomina o tym, że tym który nie zaakceptował wyników wyborów i w sposób jawny wystąpił przeciwko fundamentom demokracji w USA był nie kto inny jak Trump, czyli siła stojąca w kontrze do establishmentu. Takich przykładów jest w książce więcej i zupełnie nie rozumiem, czemu autor tak jawnie się podkłada. Czy to lektura skierowana do czytelnika, który tych manipulacji nie zauważy?
Są wreszcie fragmenty, gdzie wychodzi z Ziemkiewicza jaskiniowiec. O ile często zgadzam się ze stwierdzeniami krytykującymi terror politycznej poprawności, to fragmenty w których Ziemkiewicz pisze nie o ruchu LGBT w wymiarze politycznym, a o homoseksualistach indywidualnie, próbując silić się na jakieś medyczne czy biologiczne analizy, są po prostu niesmaczne.
Jest natomiast u Ziemkiewicza jedna teza, której nie jest on oczywiście autorem, ale którą trafnie przywołuje w odniesieniu do trwających naokoło nas społecznych przemian. Mam tu na myśli słynną tezę Dantona, o tym, że rewolucja zawsze pożera swoje dzieci. Bojowy zapał w tym wymiarze, zawsze wymyka się zaś spod kontroli i staje się w pewnym momencie karykaturą pierwotnych zamiarów. Tak było w czasach rewolucji francuskiej, kiedy na gilotynie kończyli kolejno Danton i sam Robespierre, tak było w bolszewickiej Rosji, gdzie Stalin pozbył się kolejno Lenina, jak i Trockiego. U podstaw wszystkich tych rewolucji leżało zawsze wywrócenie starego porządku do góry nogami. Ruszenie z posad bryły świata. Nie inaczej dzieje się dziś z lewicowymi rewolucjami kulturowymi dokonywanymi na żywej tkance społecznej. Ich tempo zaskakuje samych zainteresowanych lub będących jeszcze niedawno w awangardzie. Czym bowiem staje się ruch na rzecz praw kobiet, jeśli nie można już nazywać ludzi kobietami i mężczyznami? Jak to jest, że pod cancel culture zaczynają podpadać komicy, niczym w głośnej ostatnio sprawie Dave'a Chapelle'a? Historia się nie powtarza, ale rymuje.
Podsumowując samą książkę, z Ziemkiewiczem warto się zapoznać, choć nie bez krytycznego spojrzenia i przede wszystkim faktograficznej uważności.



